wtorek, 9 września 2014

Rozdział 5

Oczami Angel

Boże, jak ja wytrzymam z nim jeszcze 6 wieczorów i co będzie jutro... zaczęłam się dręczyć, ale czy na pewno - znowu moje wewnętrzne "JA" prowadziło walkę...
Następnego dnia obudziły mnie promyki słońca przedostające się przez zasłonięte do połowy żaluzje.


Zaspana zerknęłam na zegarek, który wskazywał godzinę 10.00. Niechętnie wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Po chłodnym prysznicu na orzeźwienie wytarłam ciało i owinięta w ręcznik zadzwoniłam do Connie.
(A – Angel ; C – Connie)
C - Hej !
A - Hej! , mogłabyś do mnie teraz przyjść
C - Tak... , a stało się coś...
A - Nie, wszystko ok!
C - Dobrze to będę za około 20 minut
A - Super, czekam...
Kiedy skończyłam rozmowę nałożyłam lekki makijaż i ubrałam się w to:


Pościeliłam łóżko i zeszłam na dół. Czekając na przyjaciółkę zaczęłam robić sobie do zjedzenia tosty. Nagle usłyszałam dzwonek i podeszłam i otworzyłam je
- Cześć! Angel – przyjaciółka przytuliła mnie wchodząc do środka.
- Cześć Connie – odwzajemniłam jej gest.
- Jadłaś już śniadanie, czy przyłączysz się do mnie – zapytałam.
- Nie dzięki, już jadłam – odpowiedziała.
W czasie kiedy kończyłam posiłek Connie była ciekawa co się stało, że poprosiłam o szybkie jej przyjście. Ja natomiast z uśmiechem poprosiłam ją o to, aby poszła ze mną na zakupy. Z wielką ochotą zgodziła się i ja tylko szybko pobiegłam po torbę i już za chwilę wsiadałyśmy do samochodu. Lubiłam jeździć i byłam nawet niezłym kierowcą. Po około kilkunastu minutach zaparkowałyśmy pod naszą ulubioną galerią’
- Co chcesz kupić? – spytała Connie.
- Sukienki,bluzki...wszystko – odpowiedziałam bez wahania.
- Po co? – zapytała, zdziwiona dziewczyna.
- Pamiętasz tego chłopaka, który mnie uratował na basenie? - odparłam.
- Tego seksownego szatyna o niebieskich oczach?... - ciągnęła dalej Connie.
- No – przewróciłam oczami – Odwiedził mnie w szpitalu...
- I... - ponaglała mnie zniecierpliwiona przyjaciółka.
- Zgodziłam się w ramach wdzięczności za „życie” spotykać przez cały tydzień codziennie – ciągnęłam naszą rozmowę.
- Chyba żartujesz,  to przecież nie w Twoim stylu Angel – paplała Connie.
- Wiem, lecz już się stało więc teraz pomóż mi z kupnem ciuchów na te dni... - odparłam lekko poirytowana.
- Wow... rozumiem, już się nie denerwuj i zaczynajmy – pociągnęłam dziewczynę w stronę wieszaków pełnych ciuchów.
Po czterech godzinach wróciłyśmy do mnie do domu okropnie zmęczone, z pełnymi po brzegi torbami zakupów. Kupiliśmy dużo cudownych sukienek dla nas obu i innych do nich dodatków. Przyniosłam Connie sok pomarańczowy do picia, a ona zaczęła  mnie wypytywać o szczegóły „Randek z Tomlinsonem”.
- A więc powiedz...Jaki jest ten niebieskooki ratownik ?
Nie chciałam nic mówić o Louisie, ale że Connie to moja najlepsza przyjaciółka postanowiłam jej wszystko ( przynajmniej trochę )  opowiedzieć.
- Więc tak; Co chcesz wiedzieć ? - spytałam.
- Jak cię znalazł po wypadku na basenie w szpitalu i jak doszło do tego, że zgodziłaś się na spotkania przez 7 dni w jego towarzystwie – zaczęła zadawać pytania.
- Nie wiem jak trafił za mną do szpitala, ale w ramach podziękowania „zażądał” ode mnie tych spotkań. Przyznam się szczerze, że na początku byłam na niego zła, ale później wziął mnie na ambicję i nie chciałam być „niewdzięcznicą”.
- A jak trafił do Twojego domu – pytała Connie.
- Rodzice w szpitalu podali mu adres i mój numer telefonu i jestem na nich do tej pory wściekła, przez co muszę teraz wywiązać się z obietnicy – ciągnęłam podniesionym głosem. - Chociaż teraz jak się nad tym zastanawiam to wspólna kolacja nie była taka zła...
- Angel chyba żartujesz  - zwróciła się do mnie dziewczyna, nie poznaję Cię. Przed chwilą się wściekałaś na niego a teraz mówisz że...
Nie dałam jej dokończyć – Ok, masz rację, mam mieszane uczucia i nie wiem co się ze mną dzieje... - zawiesiłam głos. Z jednej strony było cudownie  i wspaniale bawiłam się w jego towarzystwie, ale z drugiej strony nie chcę, aby coś się między nami było. Teraz mam poważniejsze problemy na głowie ze szkołą i w ogóle czeka mnie „przeprawa” w tym zakresie z rodzicami. Zacznę nową szkołę i nie chcę w nic się pakować i skupić się wyłącznie na sobie. Nie wiem też czego mogę się po nim spodziewać i co chodzi mu po głowie, póki co jest tajemniczy i to mnie w nim pociąga, ale jednocześnie bardzo irytuje i nie radzę sobie z tym.
- No dobra, a gdzie dzisiaj się wybieracie – zadała kolejne pytanie, za co jej dziękowałam w myślach że  zmieniła temat.
- Nie wiem – odparłam
Jezu jaka ze mnie idiotka, że go o to nie spytałam.
- No dobra  Angel, a teraz najważniejsze pytanie...Podoba Ci się Louis? - uśmiechnęła się gdy to powiedziała.
- I tak i nie – stwierdziłam.
- Jak to? Co to znaczy? - spytała zdziwiona.


- Jest przystojny, ma cudowne błękitne oczy, piękny uśmiech i ogromne poczucie humoru.
- Ok, to wszystko na TAK, a co na NIE -  nie odpuszczała przyjaciółka.
- Jest uparty, irytujący, momentami wkurzający, no i bardzo pewny siebie, co mnie doprowadza do szału...

10 komentarzy:

  1. Cudowny !!!
    Czekam na next ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niezły skarbie rozdział - pisz dalej

    OdpowiedzUsuń
  3. super, czekam na next ;)

    ps. Piękne zdjęcia na blogu,wygląd i gify <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny^^
    Czekamy na nn ♥

    http://the-last-two-months-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeśli chodzi o mnie, to rozdziały są za króóóótkie :< Ale opowiadanie jest świetne, więc nie narzekam ^^
    Dużodużo weny :*


    walk-in-shadows.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialne ;3
    Zapraszam do mnie ;]
    http://still-the-one-ff.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajny, fajny, fajny ;)

    OdpowiedzUsuń