niedziela, 19 października 2014

Rozdział 8

- Louis, proszę , nie możemy... – wyszeptałam spuszczając głowę na moje udo na którym znajdowały się nasze dłonie.
- Dlaczego... Angel – usłyszałam cicho niski ton głosu.
- Dlatego, że znamy się kilkanaście dni, a od kilku spotykamy... - odparłam - Nic nas nie łączy tylko tygodniowa umowa, pamiętasz?  Przepraszam, że odebrałeś mój gest inaczej niż zamierzałam -powiedziałam dalej niepewnie.
- Ok, to „Ja” przepraszam, nie chce Cię do niczego zmuszać... – powiedział - Nigdy tak się nie zachowuje... tylko ta chwila, Twoja bliskość i to że powiedziałem Ci o czymś o czym wie tylko mój przyjaciel…Angel wybacz mi – w tym momencie odsunął się ode mnie i zacisnął dłonie mocno na kierownicy.
- Nic się nie stało, rozumiem, czy możemy popatrzeć na film? -próbowałam jak najszybciej zmienić temat.
Mimo, że patrzyliśmy oboje na wielki ekran przed nami to czułam, że mamy trudności ze skupieniem uwagi. Gdy seans dobiegł końca Loui przekręcił kluczyk w stacyjce zapalając silnik i ruszył. Całą drogę oboje milczeliśmy, aż tak dojechaliśmy pod mój dom. Chłopak pomógł mi wyjść z samochodu.
- Dzięki, było super – powiedziałam.
- To ja dziękuje i jeszcze raz przepraszam – odpowiedział, nieśmiało się uśmiechając.
Był niebezpiecznie blisko mnie i dotknął mojej dłoni. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy, a nasze twarze dzieliły milimetry. Tym razem Louis próbował pocałować mnie w policzek, jednak ja niezdarnie przekręciłam głowę i ponownie nasze usta się złączyły. Cholera powtórka z rozrywki, pomyślałam. Tym razem było to jednak tylko delikatne muśnięcie.
- Muszę już iść... - powiedziałam odrywając się od niego.
- Ok, ale obiecaj mi, że jutro się spotkamy ponownie i to co się stało w samochodzie nie spowoduje, że zrezygnujesz – mówił niepewnie.
- Dobrze – w tym momencie odwróciłam się i szybko wbiegłam do domu zamykając za sobą drzwi.
Po chwili pobiegłam do siebie na górę i zdejmując ubrania weszłam pod prysznic. Woda zaczęła spływać po moim ciele jednocześnie rozluźniając każdy mięsień.
Wyszłam z łazienki, przebrałam się i położyłam. Długo nie mogłam usnąć zastanawiając się nad dzisiejszym dniem i tym co Louis chciał zrobić w samochodzie. W końcu od natłoku myśli rozbolała mnie głowa i musiałam zażyć tabletki na sen które czasami podkradałam mamie.


***


Rano obudziłam się dość wcześnie i postanowiłam jechać do stadniny koni, aby odprężyć się i trochę pojeździć. Po szybkiej kąpieli ubrałam się w to


spięłam włosy w kitkę i zeszłam na dół. W kuchni krzątała się jak zwykle mama.
- Dzień dobry kochanie – przywitała mnie z uśmiechem - Jak spałaś? - zapytała.
- Dobrze – odparłam kłamiąc i nie patrząc jej w oczy.
Mama podała mi śniadanie i właśnie zawsze jest taka kochana i lubię jak ona to robi, nie przez to że jestem leniwa lecz cudowne smakuje to co przygotuje.
- Jakie masz na dzisiaj plany? – spytała siadając koło mnie.
- Chcę pojechać do stadniny i trochę pojeździć konno, dawno tego nie robiłam i już tęsknię za Ramzesem. – odparłam; a wieczorem spotykam się z Louisem.
- Dobrze tylko uważaj na siebie – powiedziała całując mnie i przytulając, gdy odchodziłam od stołu. - Kochanie czy coś jest między wami - zapytała nagle ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, gdy już miałam wychodzić z kuchni.
- Nie – szybko odparłam lekko zdenerwowanym głosem – Jesteśmy tylko znajomymi, którzy ten cały tydzień postanowili spędzić wspólnie.
Moja rodzicielka popatrzyła na mnie lekko zdziwiona, ale już nic nie powiedziała, gdyż szybko wyszłam z kuchni i nie dałam jej tej możliwości. Słyszałam jedynie jak mówiła abym uważała na siebie. W drodze minęłam się z tata, który szedł na śniadanie. Jezu pomyślałam, dobrze że przy nim tego tematu mama nie rozwinęła bo tak szybko bym się nie „wywinęła”. Pobiegłam z powrotem do swojego pokoju i  wzięłam torebkę i kluczyki do samochodu. Po chwili szybko zbiegłam po schodach krzycząc krótkie cześć do rodziców i już po chwili byłam w środku auta.
Szybko odjechałam i po około 30 minutach byłam już w stadninie.


To moje miejsce na ziemi. Jest tu po prostu pięknie.
Od razu skierowałam się w stronę boksów.


Wyprowadziłam Ramzesa - ogiera na którym jeździłam od dziecka. Kochałam tego konia i był dla mnie bardzo ważny.


Założyłam siodło i wyprowadziłam go na zewnątrz. Spotkałam tam Paula, który był właścicielem stadniny i przyjaźnił się z moim ojcem. Po przywitaniu i krótkiej rozmowie wsiadłam na mojego ulubieńca i pogalopowałam przed siebie. Zatraciłam się w jeździe i obcowaniu z otaczającą przyrodą i nawet nie zauważyłam kiedy minęło kilka godzin od momentu gdy wyjechałam z domu. Słońce powoli dotykało ziemi. Ja i Ramzes patrzyliśmy przez chwilę na zachód słońca. To było piękne...


Czułam się cudownie i przyrzekłam sobie, że częściej będę tu spędzała czas. Po pożegnaniu z Paulem oraz Ramzesem wróciłam do domu i została mi godzina do przygotowania i kolejnego spotkania z Louisem. Droga powrotna zajęła mi trochę czasu i gdy byłam już w domu usłyszałam słowa mamy:
- I jak było kochanie?
- Cudownie mamuś, Ramzes jest boski - odparłam.
- An - ponownie mama zwróciła się moją stronę - Dzwonił Liam.
- Co chciał? - spytałam patrząc na nią.
- Nie wiem, prosił abyś do niego zadzwoniła - odpowiedziała i podała mi telefon.
Kochałam Lima jak brata i znałam go od dzieciństwa. Był dla mnie kimś szczególnym kto mieszkał na końcu mojej ulicy i na którego mogłam zawsze liczyć. To jest dziwne ale poznaliśmy się w schronisku dla zwierząt i od tamtego czasu łączyła nas wielka przyjaźń. Gdy miałam dzwonić nagle usłyszałam dzwonek do drzwi i poszłam je otworzyć. U progu stał Louis i uśmiechał się do mnie szeroko.
- Cześć - przywitał się ze mną i  nagle podszedł do mnie i położył swoje dłonie na moich biodrach mocno przyciągając do siebie. Szybko nachylił się do pocałunku.
- Przestań! - szybko zareagowałam odpychając go od siebie.
- Co się stało kochanie? - zapytał zdziwiony.
- Po pierwsze nie mów do mnie kochanie, a po drugie jesteś za wcześnie a ja nie jestem jeszcze gotowa... - odparłam momentalnie odwracając się plecami do niego.
Nie zdążyłam jednak zrobić żadnego kroku, gdyż ponownie Loui był przy mnie i odwrócił mnie gwałtownie w swoją stronę.
- Nie gniewaj się na mnie, a jestem o czasie - wyszeptał.
Spojrzałam na niego i poprosiłam aby wszedł do środka i na mnie poczekał. 

Oczami Louisa

Po wejściu do domu przywitałem się z mamą Angel i widziałem jak dziewczyna idzie schodami do siebie. Drzwi szybko zatrzasnęły się za nią z hukiem. Czemu ona jest taka dla mnie ? Chciałem się tylko przywitać, a ona bardzo gwałtownie na to zareagowała. Myślałem, że nie jestem jej obojętny po tym naszym ostatnim pocałunku, gdy czułem jak na nią działam. Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos pani Johnson, która zadała mi pytanie, którego w ogóle nie słyszałem.
- Przepraszam panią, ale się zamyśliłem - odparłem.
- Rozumiem  - odparła spokojnie - Pytałam Cię co tam u Ciebie słychać? - ciągnęła.
- Dziękuję wszystko dobrze, przyszedłem po Angel i chciałbym ją zabrać na spacer, oczywiście jeśli pani pozwoli? - spytałem grzecznościowo.
- Oczywiście, jesteś dla mnie i dla mojego męża kimś wyjątkowym od momentu gdy uratowałeś naszą córkę. Przychodź do nas zawsze, gdy tylko będziesz miał ochotę, dodała a tak to proszę mów mi Natalie.
- Dobrze - odparłem całując ją w dłoń.
W tym momencie zobaczyłam jak schodziła po schodach Angel. Mój wzrok momentalnie zaczął skanować jej sylwetkę od góry do dołu. Wyglądała pięknie.


- Idziemy? - zapytała
- Taak - odparłem z trudem odrywając od niej oczy i pożegnałem się z jej mamą.
Gdy wyszliśmy z domu An zapytała mnie o to gdzie idziemy. Odparłem, że do parku. Przyznam się, że była lekko zdziwiona, a jej brązowe tęczówki stały się o wiele większe niż zazwyczaj. Gdy spacerowaliśmy po parku i doskonale się bawiliśmy zaproponowałem lody. Były one tu najlepsze w całym Londynie.
- Jaki chcesz smak? - zapytałem gdy staliśmy pod budką.
- Mango - odparła.
- I jaki jeszcze? - zapytałem ponownie
- Jabłkowe - odpowiedziała na co lekko uniosłem brwi.
Poprosiłem cztery kulki wybranych przez dziewczynę lodów, a sam wziąłem pistację i czekoladowe.
Gdy odeszliśmy już z naszymi lodami objąłem Angel w pasie i zacząłem prowadzić w stronę ławki. Dziwne tym razem nie zaprotestowała, tylko spokojnie pozwoliła aby moja ręka gładziła jej plecy. Coraz bardziej mi się podobała i z każdą chwilą zaczynałem do niej coś czuć...
Było bardzo romantycznie. Tylko ona i ja spacerowaliśmy po pięknym parku.
- Dasz mi spróbować? - zapytała nagle, ku mojemu zaskoczeniu przysuwając blisko swoje usta.
- Jasne - odparłem bardzo szczęśliwy i szybko przysunąłem się jeszcze bliżej niej.
Zaczęliśmy wspólnie jeść mój lód, a nasze usta znajdowały się  po przeciwnych jego stronach. W tym momencie celowo odsunąłem go od naszych twarzy i złączyłem nasze usta w delikatnym pocałunku. Dziewczyna po chwili odwzajemniła go i z każdą chwilą stawał się on bardziej zachłanny, a nasze języki wspólnie się dotykały. Zaczynało nam już brakować oddechu i kiedy na chwile oderwaliśmy się od siebie, nagle Angel cała zesztywniała. Odwróciłem głowę w kierunku w którym ona patrzyła z szeroko otwartą buzią. I zobaczyłem podchodzącego do nas chłopaka...

Witajcie !!!
Podoba się Wam 8 rozdział ?
Jak myślicie, kogo spotkają Angel i Louis ???

11 komentarzy:

  1. Jezu, kocham konie <3 Ramzes jest piękny !!!
    Rozdział cudowny i spotkają w parku Hazzę :D

    OdpowiedzUsuń
  2. rozdział super ! :3
    czekam na next !!!
    weny <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny <3
    Taki moment -,-

    http://still-the-one-ff.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Doskonały !!! :* :* :*
    Czekam na next ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślę że spotkają.....mmmmm.....no nwm.... :/ Liama ?
    Rozdział super
    next <3

    OdpowiedzUsuń
  6. No i bum.. rozdział się skończył, nawet nie wiem kiedy c: tak dobrze mi się czytało :) Cudownie napisany :) Czekam na kolejny rozdział :*
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny blog, a rozdział jest mega wciągający :)
    bosko piszesz :) czekam na next :)
    wejdziesz, skomentujesz ?
    http://onedirection1237.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Boska koncowka *-**-* czekam na nex <3<3<3<3<3

    OdpowiedzUsuń